Są tacy autorzy, o których jest głośno, ale czytelnik nie do końca jest przekonany, czy twórczość danego pisarza mu ,,podpasuje”. W moim przypadku tak było z twórczością  Ałbeny Grabowskiej-Grzyb.

,,Lot nisko nad ziemią" Ałbena Grabowska

 ,,Lady M.” Ałbena Grabowska

 ,,Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli” Ałbena Grabowska-Grzyb

 ,,Siedem życzeń” Praca zbiorowa

Ałbena Grabowska-Grzyb

Jednocześnie chciałam i nie chciałam przeczytać. Autorkę widziałam w przelocie na Targach Książki w Poznaniu na przełomie lutego i marca, nawet przejrzałam na stoisku jej książki dla dzieci z Mają i Julkiem w roli głównej, ale szczerze mówiąc, nie porwały mnie, więc odłożyłam plany poznawania twórczości pisarki na niewiadomokiedy. Szczęśliwie jednak się złożyło, że dzięki uczestnictwu w Blogowym WOW do mojej biblioteczki trafiła jedna z ostatnich pozycji, czyli ,,Lot nisko nad ziemią”. I powiem Wam szczerze, przepadłam. Nie jest to powieść tuzinkowa, jakich wiele. Nie sprawi, że zaczniecie się śmiać do rozpuku, ani nie przeczytacie jej w 3 godzinki do kawy. To coś o wiele głębszego. I prawdziwego.

,,Lot nisko nad ziemią” Ałbena Grabowska

Nie życzę nikomu, aby musiał uporać się ze śmiercią ukochanego męża. Niespodziewaną, nieprzewidywalną, momentalną. Niestety, Weronika Przybyszewska musiała się z tym zmierzyć. Od dzieciństwa wychowywana w domu, z którego wyniosła, aby niczym szczególnym się nie wyróżniać, mająca dość specyficznych rodziców, nie wierzyła, że mogłoby jej się to przydarzyć. Tymczasem pewnego dnia do przedszkola, w którym pracę sobie wymarzyła, przyszedł Sławek. To była miłość prawie od pierwszego wejrzenia. Kochali się. Bardzo się kochali. Niestety, nie mogli mieć dzieci. O ile rodzice mężczyzny to zaakceptowali, to opiekunowie Werki obwiniali młode małżeństwo o ten stan rzeczy. Możecie więc sobie wyobrazić, w jakiej rozpaczy pogrążyła się Weronika po nieoczekiwanej stracie męża, gdy została praktycznie rzecz ujmując sama. Czy miała jeszcze szansę na szczęśliwe życie?

Ciężko się wciągnąć w przepiękną opowieść

Muszę przyznać, że na początku trudno było mi się wciągnąć w styl Pani Ałbeny Grabowskiej-Grzyb. Nie jest on lekki, a dość mała czcionka zgromadzona licznie na stronach nie powoduje, aby lektura płynęła szybko. Akcja toczy się dość dynamicznie. Poznajemy dzieciństwo Weroniki na przełomie lat 70. i 80. oraz późniejsze losy już jako przedszkolanki, żony, wdowy. Pisarka wiele uwagi poświęciła psychice głównej bohaterki pogrążonej w żałobie. Jak można się spodziewać, chciała tylko, aby Sławek wrócił. Ale to niestety nie było możliwe…

Wspaniała!

Gdzieś tak po kilkudziesięciu stronach, gdy już przywykłam do stylu pisarki, powieść przeczytałam dosyć szybko. Byłam bardzo ciekawa dalszych losów Weroniki, których Wam nie zdradzę, jednak przyznam się, że były one prawie adekwatne do sytuacji, w której się znalazła. Nie jest to pozycja, którą przeczytacie raz-dwa, odłożycie na półkę i zapomnicie, że w ogóle mieliście z nią do czynienia. Jest to powieść głębsza, zmuszająca do refleksji nad życiem Weroniki. Może także swoim życiem. Bohaterka od najmłodszych lat uczyła się być niezauważalną. Czy podczas żałoby ktoś jednak ją dostrzegł i wyciągnął do niej pomocną dłoń? Przekonajcie się sami.

Powieści dla dorosłych – jestem na tak

O ile do powieści dziecięcych nie pałam jeszcze wielką miłością, o tyle szalenie zainteresowała mnie najnowsza pozycja autorki. Ałbena Grabowska-Grzyb przygotowała dla swoich czytelników opowieść zaczynającą się w czasach I wojny światowej, gdy rodzą się bliźniaczki, Maria i Anna. Już wiecie, dlaczego byłam jej tak bardzo ciekawa? Coś czułam, że ,,Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli” już niedługo zagości w mojej biblioteczce, razem z ,,Coraz mniej olśnień”. I tak też się stało. A ja oczekuję kolejnych powieści pisarki.

Zobacz także